Wypadki samochodowe w Kaliszu

Katalog znalezionych fraz

italianka21

nom na pewno wypadek to tragedja dla poszkodowanego i stres dla pomagającego
ale tylko w taki sposób można sprawdzić swoją psychikę
i nie traktuje tego jako spełnienie siebie itp ale patrząc na sytuacje na drogach i statystyki
szpitalne to coraz więcej jest wypadków samochodowych,omdleń,itp.
liczba poszkodowanych przywożonych z różnych zdarzeń do okrąglaka w Kaliszu wzrosła
o 1.5 od wzeszłego roku

nie znam dokładnie Waszej sytuacji kredytowej - my tak zrobiliśmy, że stare mieszkanie nie sprzedaliśmy, tylko wynajmujemy i w ten sposób spłaca sie kredyt na obecne miekszanie, a w przysżłości będziemy mieć dwa:)... generalnie nieruchomości to chyba na tą chwilkę najlepsza inwestycja, dlatego nie pozbywałabym sie dwóch mieszkań - a to na Popowicach (ze wzgledu na lokalizacje) jest bdb na wynajem , a jakbyście sie zdecydowali powrócić to niekoniecznie na Popowice - zawsze można sie dokredytować.
Kupienie nowego mieszkania jako inwestycji wiaze sie ze sporym kredytem i wynajem niekoniecznie pokryje rate - a im dalej od centrum tym bardziej z cena trzeba schodzić w dół.
Ale ot tak sobie spekuluje, musiałabym mieć konkretne liczby, żeby sobie pokalkulować:)

A Kalisz - cóż - nie znam kompletnie tego miasta - byłam tam raz - na głównej drodze (dwu-pasmowej) - jechaliśmy właśnie na koncert Bjork i mieliśmy tam (jedyny ) wypadek samochodowy - generalnie chwile grozy tam przeżyłam , ale na koncert wkoncu udąło sie zdążyć - karetka była bardzo szybko - a to dobrze swiadczy o mieście:)
Ja nie przywiazuje sie bardzo do miejsc - lubie zmiany::)

odp.
  Zajmuje się również filmowaniem i jako zestaw przenośny do doświetlenia podziemi typu bunkry itd. polecam ci to
http://www.foton.kalisz.pl/?strona=s...rupa3=&pid=427

Czas świecenia ok. 1h zależnie od stanu akumulatora i mocy żarnika 20-100W. Lampka jest mocowana do kamery, ale możesz dorobić małą rączkę i dać do trzymania komuś lub zainstalować na lekki statyw.

Dobrze też zainwestować w dodatkowy aku na wypadek niespodzianek. Kupisz go już taniej w jakiejś hurtowni , typu baterie , alarmy samochodowe , możesz wtedy przeczepić w tej torbie kabelki.

PS. Dobrze też mieć zapasowy bezpiecznik do torby szczególnie jeśli założysz 100 W żarnik. Potrafi strzelić.

Cytat:
Z tego co jeszcze zauwazyłem to na allegro zawyzają ceny samochodow

Alledrogo :fcp18 nazwa mówi o wszystkim.


chyba najlepszym wyjsciem jest jednak giełda co wy na to ?


A nie lepiej wziąśźć kogoś znajomego i przejechać się na Gniezno, Poznań, Kalisz w tych miastach i okolicach jest cała masa placów ze świeżo sprowadzanymi autami, do wyboru do koloru. Myślę że to lepsze niż kupowanie u handlaża-cukrownika z giełdy.


Słuchajcie czy opłaca sie kupic "Anglika" juz przerobionego ?? czy taki przerobiony Mondeo jest juz w pełni sprawny jak oryginalny ??
Ja bym takiego nie kupił.
To tak jak byś kupował składaka albo po wypadku, nigdy nie wiesz kto i co wsadził do środka.



Wojciech Siemion
Znany aktor zmarł w szpitalu w sobotę w południe. W piątek 23 kwietnia pod Sochaczewem Wojciech Siemion miał wypadek samochodowy. W zdarzeniu ucierpiała również jego żona, jednak jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Do wypadku doszło w piątek na drodze nr 557 pod Sochaczewem. Samochód aktora zderzył się czołowo z ciężarówką, odbił i uderzył w jadącego za nim opla omegę. Straż pożarna musiała użyć specjalistycznego sprzętu, żeby uwolnić z samochodu aktora i jego żonę. Oboje zostali przetransportowani do szpitala. Stan aktora był bardzo poważny. W wypadku ucierpiała także żona aktora i trzyletnie dziecko, jednak ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Wojciech Siemion urodził się w 30 lipca 1928 r. w miejscowości Krzczonów koło Lublina. Jego ojciec był nauczycielem wiejskim.

Zanim został aktorem, pracował m.in. jako lustrator w Izbie Skarbowej. Jako aktor teatralny zadebiutował w 1946 r. w "Krakowiakach i góralach" Wojciecha Bogusławskiego na scenie Teatru Miejskiego w Kaliszu. W 1951 r. ukończył studia w warszawskiej PWST.

Taka lakoniczna notka na onecie...
To był cudowny, ciepły człowiek. Nigdy nie "gwiazdorował" choć grał u najwybitniejszych reżyserów polskiego filmu, a w tamtych czasach kino polskie święciło triumfy.
Wychodząc na scenę zawsze był prostym człowiekiem - dosłownie "kumpel - łata".
Chłop polski, to jego jego twarz nie tylko sceniczna, ale i mentalna.
Właśnie przez tę autentyczność podbijał serca widzów.

Dziękuję Wam Wojciechu za radość i ciepło, które wniosłeś w moje życie swoją ciężką pracą na scenie i w filmie.

Na temat polskiego programu nuklearnego, prowadzonego przez Edwarda Gierka w latach 70. wciąż niewiele wiadomo - zwraca uwagę "Dziennik Zachodni". Czy laserowa synteza termojądrowa była punktem wyjścia do zbudowania polskiej bomby termojądrowej, czy tylko próbą uzyskania taniego i wydajnego źródła energii?

Twórcy programu nie żyją; ani Edward Gierek, który podobno chciał wprowadzić Polskę do ekskluzywnego klubu atomowego i poważnie rozważał wyprodukowanie polskiej bomby atomowej, ani generał dywizji prof. Sylwester Kaliski, komendant Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Uczony ten, który prowadził zaawansowane badania nad laserową syntezą termojądrową, zginął w tragicznych i tajemniczych okolicznościach.

"Nie ma wątpliwości, że prof. Kaliski, założyciel i dyrektor Instytutu Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy, był badaczem niezwykłym. Dzięki niemu Polska weszła do grona państw prowadzących badania nad problemem syntezy termojądrowej" — mówi Piotr Maszkowski, historyk związany z miesięcznikiem "Odkrywca".

Prof. Kaliski oraz zespół dr Zbigniewa Puzewicza przeprowadzili w 1973 roku, w warunkach laboratoryjnych, reakcję termojądrową i udowodnili, że za pomocą lasera można osiągnąć taki cel. Olbrzymia energia, dostarczona przez laser w ułamku sekundy, wystarczyła do zapoczątkowania syntezy termojądrowej.

"Prof. Kaliski nie był fizykiem. Ukończył Wydział Budownictwa Lądowego na Politechnice Gdańskiej. Zajmował się mechaniką i wytrzymałością materiałową. Niewątpliwie był bardzo zdolnym pod każdym względem, ambitnym, fizycznie bardzo sprawnym człowiekiem. Znakomicie porozumiewał się z władzą" — wspomina płk Czesław Downar, były pracownik Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.

O ambicjach byłego I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR pisze w książce „Gierek” Janusz Rolicki:
„Gierkowi bomba ta była potrzebna, jak mówił, aby Polska na zawsze była wolna od tak zwanej braterskiej pomocy, czyli zmory zbrojnej interwencji Moskwy”.

Stworzył więc profesorowi specjalne warunki; uczynił go ministrem nauki, szkolnictwa wyższego i techniki. Nie szczędził pieniędzy na badania. Pod jego kierownictwem — podobno — stworzono także ośrodek badań atomowych w Bieszczadach. Wzniesione zostały tam bunkry, podciągnięto do środka linie wysokiego napięcia po to, by przeprowadzać próbne eksplozje. W latach 70. Gierek dzierżył władzę absolutną, mógł więc realizować swoje ambicje i fantazje na miarę sił oraz środków polskiej nauki.

Pracę nad polską bombą atomową przerwała w 1978 roku śmierć profesora Kaliskiego. Zginął w wypadku samochodowym, nie do końca wyjaśnionym. Do dziś ta śmierć budzi emocje. Jedni twierdzą, że profesor nazbyt lubił szybką jazdę (sam prowadził wówczas auto), inni - że nieprzypadkowo został staranowany przez wielką ciężarówkę i że za tym wypadkiem mogło stać KGB.

Rezydent KGB w Polsce, Witalij Pawłow, miał ostrzec przywódcę ZSRR Leonida Breżniewa o zamiarach atomowych pierwszego sekretarza KC PZPR.

"Pomysł Gierka wywołał irytację na Kremlu" — dodaje w swojej książce Rolicki. "Nie mógł być za to lubiany, trzeba mu było coraz uważniej patrzeć na ręce. Czy zachowały się w Moskwie meldunki na ten temat? Nie wiadomo".

Sensacja goni sensację. Podobno sprowadzeniem do Polski zachodnich technologii i komponentów do prac nad laserową syntezą termojądrową zajmował się... wywiad PRL, gdyż potrzebne urządzenie objęte były embargiem. Zdaniem innych, polscy naukowcy skazani byli przede wszystkim na krajowe materiały i rodzimą myśl techniczną, a w najlepszym wypadku na wsparcie ze Wschodu. Sami budowali lasery. Jednak substancję, która jest niezbędna w konstrukcji zapalnika bomby atomowej, trzeba było sprowadzić z Ameryki. Wojciech Łuczak z Warszawy, wydawca pism wojskowych konsekwentnie utrzymuje, że wówczas widział takie urządzenie w stolicy. Skąd pochodziło? Nie wie.

Po śmierci prof. Sylwestra Kaliskiego prysnął sen o potędze — atomowej. Skończyło się na spektakularnym sukcesie, który jednak wykazał, że Polak potrafi - pisze w "Dzienniku Zachodnim" Teresa Semik. YY

Źródło PAP - Nauka w Polsce

Miał być błogosławieństwem dla kierowców i policji. Błyskawicznie identyfikować skradzione auta i piratów drogowych. Ale system Centralnej Ewidencji Kierowców i Pojazdów wciąż nie działa. Pochłania za to kolejne miliony.

Policjant do komputera w radiowozie wstukuje rejestrację mercedesa, za którym jedzie. Po chwili wie, że to auto skradziono dzień wcześniej na drugim końcu Polski. Albo że rejestracja jest fałszywa i pochodzi z malucha. Albo że kierowca od trzech lat nie płaci OC i ma 60 punktów karnych...

To miało być takie proste dzięki systemowi CEPiK - wielkiej bazie danych o wszystkich samochodach i kierowcach. O jego stworzeniu zdecydował Sejm w 1997 r. Miał zacząć działać od połowy 1999 r. Ale nie działa do dziś.

Bo rząd bunkra nie zbudował

Mijały kolejne terminy - rok 1999, rok 2001. W roku 2003 wydawało się, że fatum wiszące nad CEPiK wreszcie odpędzono. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji podpisało umowę z konsorcjum Softbank (związanym z Prokomem) oraz z firmą Face Technologies z RPA. Za 230 mln zł do końca 2005 r. miały CEPiK zbudować. Ale nie zbudowały. W zeszłym tygodniu MSWiA podpisało z Softbankiem aneks do dawnej umowy - termin przesunięto do końca września 2006 r. Softbank tłumaczy: - To wina rządu. Miał zbudować bunkier do przechowywania kopii wszystkich danych oraz system transmisji danych. A nie zbudował.

Bunkier będzie, ale później

Aby ukończyć CEPiK, trzeba wybudować w Legionowie tzw. Centrum Zapasowe. To właśnie ten bunkier, w którym będą gromadzone dane CEPiK na wypadek np. katastrofy systemu i wykasowania informacji. 20 września szef MSWiA Ryszard Kalisz położył uroczyście kamień węgielny pod budowę. Tyle że budowa bunkra ma się zakończyć w grudniu 2006 roku, a odbiór przewidziano... w roku 2007. To terminy późniejsze niż w aneksie z Softbankiem! MSWiA tłumaczy: - Pomieszczenia serwerowni zostaną udostępnione w drugiej połowie 2006 r., aby uruchomienie Centrum Zapasowego było możliwe do września, zgodnie z aneksem - zapewnia rzecznik resortu Marek Gieorgica.

Bo przetargi nie wyszły

A co z systemem transmisji danych? Jeszcze większy pasztet. W zeszłym roku MSWiA dwukrotnie ogłaszało przetarg na budowę sieci. Bez rezultatu. Kolejny przetarg trwa, w ciągu dwóch miesięcy powinna się zakończyć ocena ofert. - Decyzję podejmie już nowy rząd - nie pozostawia wątpliwości Marek Gierogica.

Bez systemu transmisji CEPiK jest jak ślepy. "Coś" w tej bazie jest, ale nie koniecznie to "coś" jest aktualne. Bo brakuje łączności ze starostwami, gdzie rejestruje się samochody. To stamtąd na bieżąco powinny płynąć informacje do CEPiK. I w drugą stronę: z CEPiK do starostw. - Bez tego starostwa nie mają informacji o pojazdach poszukiwanych przez polską i europejską policję - przyznaje rzecznik MSWiA.

Dane są, ale historyczne

Policja nie ma zastrzeżeń co do działania istniejącej już części CEPiK. - Funkcjonariusze z odpowiednimi uprawnieniami nie mają problemów z dostępem do bazy - mówi rzecznik Komendy Głównej Alicja Hytrek. Ale czy z systemu dostają wiarygodne, aktualne informacje? - Nie oceniam "wsadu" w tym systemie - przyznaje Hytrek.

Tymczasem jakość tego "wsadu" jest wątpliwa. Dwa lata temu przerzucono mechanicznie dane z wojewódzkich ewidencji pojazdów. Wyszło, że w Polsce mamy dużo więcej samochodów niż w rzeczywistości. Prawdopodobnie ta "górka" to auta, które dawno nie jeżdżą, lecz wciąż są w rejestrach. MSWiA przyznaje dziś, że te dane mają charakter "historyczny i pomocniczy". Przez ostatni rok do bazy CEPiK ponownie przerzucono dane - tym razem ze wszystkich starostw. Czy teraz to zadziała? Dowiemy się w przyszłym tygodniu. Bo od 15 października nowa baza zostanie udostępniona policji. Ale MSWiA już zastrzega, że jej jakość zależy od jakości danych w rejestrach starostw.

A koszty rosną

Budowę CEPiK finansują kierowcy. Idzie na to 1 zł opłaty ewidencyjnej od wydania dowodu rejestracyjnego, nalepki na szybę, prawa jazdy itp. I jeszcze 2 zł od wpisania do dowodu daty kolejnego przeglądu technicznego.

Z tych złotówek składają się wielkie sumy. W 2004 r. było to 85 mln zł, wpływy na przyszły rok zaplanowano na ponad 86 mln zł.

To masa pieniędzy, ale plany wydatków są jeszcze większe. Koszty budowy i eksploatacji CEPiK w tym roku rząd oszacował na prawie 80 mln zł. W przyszłym - już prawie na 200! Skąd ten wzrost? To głównie wydatki na zakupy sprzętu dla systemu (ponad 85 mln zł), a także opóźniającą się budowę bunkra w Legionowie oraz sieci teletransmisji danych. Bez tego Softbank, jak przyznaje MSWiA, nie zakończy budowy systemu. Kierowcy przy okazji dołożą się też do innych działów administracji, bo bunkier w Legionowie ma służyć także dla Ministerstwa Finansów, a sieć łączności - dla różnych działów administracji państwowej.

Źródło: Gazeta Wyborcza, www.mi.gov.pl